Sierpień 5, 2013 at 14:29

Chcą mieć dziecko. Są gotowi na wszystko.

przez

Illegal AdoptionRzecznik Praw Dziecka szacuje, że roczna liczba nielegalnych adopcji w Polsce może wynosić nawet 2000. Mimo to, polskie ministerstwa są wciąż niepewne, którego z nich obowiązkiem jest wyeliminowanie tego procederu.

„Mam 37 lat, jestem w ciąży. Niestety nie mam warunków na to, żeby po urodzeniu wychować maluszka. Szukam pary, która pomoże mi przejść przez ciążę, a po porodzie oddam jej legalnie pełne prawa do dziecka. Jestem osobą bezrobotną, nie mam ubezpieczenia. Dlatego pilnie poszukuję jakiegoś małżeństwa, które mi pomoże. Proszę o kontakt zainteresowanych i poważnych przyszłych rodziców. Chciałabym, aby dziecko trafiło do naprawdę dobrej i kochającej rodziny, która da mu wszystko, czego ja nie mogę.” 


Publikacja takiego ogłoszenia, często daje początek procesowi nielegalnej adopcji. Według Prokurator Małgorzata Kozłowskiej: „W świetle obecnej ustawy takie zachowanie (publikowanie ogłoszeń) jest legalne, aczkolwiek moralnie dyskusyjne”.

Po publikacji reszta toczy się szybko swoją „boczną drogą”. Zainteresowani „klienci” zakładają anonimowe konta mailowe, żeby móc kontaktować się ze sobą i „dobić targu”, jakim jest adopcja dziecka z pominięciem legalnych procedur adopcyjnych. „Rodzice adopcyjni” najczęściej opiekują się ciężarną matką biologiczną, zapewniając jej zakwaterowanie do czasu porodu, opłacając jej wizyty u lekarza, kupując potrzebne witaminy, ubrania, zdrowe jedzenie. Po narodzinach dziecka, matka biologiczna podaje w urzędzie stanu cywilnego nazwisko „ojca adopcyjnego”, jako biologicznego ojca dziecka, po czym w sądzie rodzinnym rezygnuje ze swoich praw rodzicielskich. Najczęściej, ani pracownicy urzędu cywilnego, ani sędziowie nie zadają sobie sprawy, że tak naprawdę chodziło właśnie o nielegalną adopcję niemowlęcia.

W działalność „podziemia adopcyjnego” są także zaangażowani mediatorzy, profitujący z udzielania „pomocy” zainteresowanym parom i matkom. Jednym z nich jest Krzysztof Orszagh, były Rzecznik Praw Ofiar przy MSWiA, oskarżony o aranżowanie nielegalnych adopcji. Orszagh przyznaje się w wywiadzie do przeprowadzenia około stu konsultacji i udzielenia pomocy czterem parom.

Niewyjaśniona pozostaje dokładana suma, jaką otrzymywał za pośrednictwa:

„Każdy bierze za swoją pracę określone pieniądze. Więc to jest zupełnie naturalne. Nie było to prowadzone w ramach jakiejś fundacji, tylko kancelarii. Jednak gdybym zarabiał takie pieniądze, jak rozpisują media, to nie jeździłbym 17-letnim samochodem.” – twierdzi Krzysztof Orszagh.

Liczby znane i ignorowane od lat 

Oficjalnie nie istnieją statystyki dotyczące nielegalnej adopcji. Znane są jednak szacowania, sugerujące, że rocznie może ich być 2000. Tylko na dwóch stronach internetowych od stycznia 2012 opublikowanych zostało około 600 ogłoszeń związanych z nielegalną adopcją.

W lutym 2012 Rzecznik Praw Dziecka, Marek Michalak, wysłał list do Ministra Sprawiedliwości, wyrażając w nim swoje obawy związane z istnieniem „podziemia adopcyjnego”. Przedłożył w nim także wynik analizy przeprowadzonej przez Koalicję na Rzecz Rodzicielstwa Zastępczego, z której wynika, że z 2466 adopcji przeprowadzonych w Polsce w 2005 roku, tylko 678 zostało zrealizowanych poprzez ośrodki adopcyjne. Brakuje informacji o pochodzeniu pozostałych 1788 adopcji, co jego zdaniem, jasno wskazuje na istnienie podziemia adopcyjnego.

Ministerstwo Sprawiedliwości w swojej odpowiedzi określiło przytoczone liczby jako „niemiarodajne”, ponieważ „nie uwzględniają adopcji wewnątrz rodzinnych”, nie podając jednak ich konkretnej liczby, aby wyjaśnić sytuację. Ministerstwo nie wyraziło też najmniejszej chęci, bądź zainteresowania rozpatrzeniem przytoczonego przez Rzecznika Praw Dziecka raportu. Przedstawione zostały jedynie obawy związane z nielegalną adopcją, przytoczono liczne paragrafy, aby koniec końców zostawić sytuację dokładnie w punkcie wyjścia.

Nielegalna adopcja wynikiem determinacji przyszłych rodziców adopcyjnych

Przypadki nielegalnych adopcji od jakiegoś czasu regularnie pojawiają się w mediach, dlatego warto jest zadać sobie pytanie o ich przyczynę. Zdaniem Beaty Dołęgowskiej, szefowej fundacji „Dziecko Adopcja Rodzina” to: „brak odpowiedniej polityki pro-rodzinnej oraz wzrastające ubóstwo są jednymi z głównych przyczyn, dla których kobiety decydują się oddać czy też nawet sprzedać swoje dziecko. Nielegalna adopcja staje się dla nich dodatkowym źródłem dochodu”.

Tak naprawdę jednak głównym motywem, dla którego ludzie decydują się na „nielegalną adopcję”, jest próba uniknięcia trwającego 2-do 3 lat procesu adopcyjnego. Dla wielu bardziej „praktyczna i szybka” wydaje się opcja skorzystania z pośrednictwa osób takich, jak Krzysztof Orszagh, który w wywiadzie opisuje przeprowadzany przez siebie proces weryfikacji oparty na następujących kryteriach:

„Poprzez wielokrotne rozmowy, badałem ich sytuację zawodową, a przede wszystkim dopytywałem wielokrotnie i szczegółowo, dlaczego chcą mieć dziecko i być rodzicami. Czy sa przygotowani do opieki nad małym dzieckiem. Nie tylko pod względem socjalno-bytowym, ale mentalnie. Pytałem, jak będą się tym dzieckiem opiekowali, jak będą spędzali z nim czas. Moje pytania były bardzo często powtarzane. Moja weryfikacja niczym się nie różniła, od tej przeprowadzanej przez ośrodek adopcyjny”.

Podczas gdy Krzysztof Orszagh skupia się na „dobrej woli” rodziców adopcyjnych, pracownicy ośrodków adopcyjnych jednoznacznie podkreślają dobro adoptowanego dziecka.

„Adopcja jest pomyślana przez pracodawcę nie od strony małżonków, tylko od strony dziecka, dla którego szuka się rodziny. Czyli mamy dziecko, które jest osierocone i dla niego mamy znaleźć najlepszych rodziców, którzy zostaną dla niego rodzicami przez całe życie” – wyjaśnia Zofia Dłutek, dyrektorka Katolickiego Ośrodka Adopcyjnego w Warszawie. „Wobec tego musimy poznać tych ludzi, ich motywację, stan zdrowia psychicznego, i ich możliwości kierowania dzieckiem, które ma w historii swojego życia odrzucenie, które miało zerwana więź, było maltretowane, wykorzystywane seksualnie, było urodzone w złym stanie zdrowia. Albo jego matka jest psychicznie chora, czy upośledzona. Dla tych dzieci szukamy rodzin”.

Dlatego właśnie adopcja trwa nawet do 3 lat. Rodzice muszą przejść różne testy, dostarczyć wiele dokumentów. Jednak jak tłumaczy Dorota Polańska, dyrektorka „Fundacji Rodzin Adopcyjnych”. „Matka biologiczna ma 9 miesięcy czasu ciąży na to, żeby przygotować całe swoje życie na przyjęcie swojego dziecka, które zna od momentu poczęcia. Rodzice adopcyjni też potrzebują czasu, żeby się przygotować. Oni mają adoptować dziecko razem z jego historią i jego korzeniami. Jeżeli tego nie zrobią, adopcja nie uda się.”

Mimo wszystko, wielu postanawia „przejąć sprawy w swoje ręce”, aby uniknąć procesu adopcyjnego. „W Polsce by adoptować dziecko z domu dziecka trzeba przejść długi kurs, który dla mnie osobiście jest bez sensu, bo jak przez 3 lub 6 miesięcy można kogoś nauczyć być rodzicem? To jest trochę śmieszne i uważam, że wielu ludzi zniechęca ten proces, dlatego łatwiej jest zaadoptować maleństwo z adopcji ze wskazaniem” – wyjaśnia kobieta, która jest zalogowana na jednej z stron zajmujących się nielegalna adopcją i zgodziła na udzielenie wywiadu anonimowo.

Razem z nią zgadza się też inna kobieta, również zalogowana na forach adopcyjnych, twierdząc, że: „Nie. Nie próbowaliśmy. Zniechęca na długa procedura i wieczne oczekiwania”. Dodaje też, że „nie godzę się z sytuacją, gdzie małżeństwo takie ja my: ja 30 lat, mąż 37, mający wszystko od strony materialnej jak i emocjonalnej, jesteśmy poniewierani i inwigilowani przez niekompetentnych pracowników”.

Dorota Polańska opisuje takie podejście do adopcji jako „zdeterminowane”. Według niej, to właśnie determinacja jest katalizatorem nielegalnych adopcji: „większość rodzin, które decydują się na taką formę adopcji, z jakiś powodów nie mogą przejść kwalifikacji w ośrodku adopcyjnym, lub jej nie przeszli. Może też niektórzy są znużeni oczekiwaniem na dziecko. A chcą je mieć, więc są gotowi na wszystko”.

Z tym faktem nie może pogodzić się wiele bezdzietnych małżeństw i dlatego dążą one za wszelką cenę do tego, aby stać się rodzicami. Dla wielu z nich koszt finansowy realizacji tego celu nie ma znaczenia.

„Razem z mężem ustaliśmy, że pomożemy matce biologicznej finansowo, bo różnie się w życiu układa. Będziemy płacić jej za wizyty u lekarza, wszystkie leki, a także możemy wysyłać pieniądze na jedzenie. Nie zamierzamy płacić za zrzeknięcie praw się do dziecka”- opowiada anonimowo udzielająca wywiadu kobieta.

Adopcja dziecka nie jest jednak prostą „transakcją” ograniczającą się do materialnego wsparcia matki biologicznej. Nie wystarcza też wewnętrzne przekonanie, że wszystko będzie „cudownie”. Nic bowiem, co zaczyna się kłamstwem, nie może mieć dobrego zakończenia:

„Rodzice często nie zdają sobie z tego sprawy, że decydując się na nielegalną adopcję, biorą dziecko, w którego stronę normalnie by nie spojrzeli, gdyby mieli o nim wszystkie wiadomości. Może wiedzą, o jakiej wadze się urodziło. Ale nie wiedzą, czy ma HIV, czy ma kiłę, czy się będzie dobrze rozwijało, ponieważ nie wiedzą, czego szukać. Nie wiedzą, w jakim punkcie swojego życia, jego matka była osobą dysfunkcyjną” – podkreśla Dorota Polańska.

Wygrywa ten, kto da więcej

Dlatego nielegalna adopcja to gra obu stron, podczas której, każdy chce zaprezentować siebie z jak najlepszej strony, aby zyskać zaufanie i osiągnąć swój cel. Zdaniem Zofii Dłutek: „Matka biologiczna kieruje się kryteriami materialnymi. Czy mają pieniądze, jakim samochodem przyjechali, bo jej się wydaje, że to jest gwarancja, że temu dziecku będzie dobrze. Bo ona myśli sobie tak: gdybym ja miała pieniądze, to bym to dziecko wychowywała. I bardzo często jej wybór rodzin, spośród tych, którzy piszą jej maile, to jest: kto da więcej. Rodziny też wiedzą, że muszą mieć pieniądze, że muszą się przedstawić jako osoby ciepłe, i często okazać też ciepło tej matce. Ona szuka zrozumienia jej trudu. Na tych forach kobiety szukają kobiet”.

W chwili intensywnego „adoptowania” niemowlęcia, mało kto zadaje sobie wówczas pytanie: Co będzie potem? Za 5 czy 10 lat? Dziecko w miarę upływu lat coraz mniej będzie podobne do rodziców adopcyjnych. Izabella Ratyńska, matka trójki leganie adoptowanych dzieci, podkreśla, jak ważne jest budowanie więzi między dzieckiem a rodzicem opartej na prawdzie i zaufaniu: „Adoptowane dzieci instynktownie wiedzą, że nie są biologicznymi dziećmi swoich rodziców. Dzień, w którym zadadzą to pytanie jest tylko kwestią czasu. Rodzina biologiczna dziecka na zawsze żyć będzie w rodzinie adopcyjnej”.

Nielegalna adopcja może mieć jednak dużo bardziej skomplikowane konsekwencje jak pytanie dziecka o jego prawdziwą tożsamość. W każdej chwili może się okazać, że nie rozwija się ono prawidłowo, cierpi na dolegliwości, które trudno jest zidentyfikować. Co wtedy? Rodzice nie mają wiedzy o przeszłości biologicznej matki, nie wiedzą gdzie szukać przyczyn. Jakie przedłożyć dokumenty lekarzom w razie potrzeby bardziej poważnych badań? Jak długo będzie można udawać, że dziecko jest „biologicznym”? Co robić, jeżeli ewentualne komplikacje doprowadzą do tego, że rodzice poczują rozczarowanie, że to dziecko nie jest takie, jakim je sobie wymarzyli? Czy ich miłość się skończy? Czy zakonnice za kilka lat zaczną znajdować w oknach życia nie noworodki, ale 2-3 letnie dzieci?

Wówczas może się okazać, że to niewinne dziecko, stanie się po raz kolejny ofiarą nieudolnych działań „rodziców”. To dziecko zostanie najbardziej skrzywdzone i zranione, tylko dlatego, że „jego adopcyjni rodzice chcieli je mieć już teraz, zaraz i zrezygnowali z procesu legalnej adopcji”.

Ministerstwa milczą 

Dobro adopcyjnego dziecka jest głównym powodem, dla którego Rzecznik Praw Dziecka sugeruje w liście do Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej z października 2012, zmianę art. 1191 Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego poprzez dodanie §4 mającego na celu ograniczenie możliwości rodzica biologicznego przy wskazywaniu kandydatów na rodziców adopcyjnych tylko do swoich krewnych. Marek Michalak podkreśla wyraźnie, że „Adopcja ze wskazaniem jest w rzeczywistości fundamentem, na którym opiera się działanie tzw. podziemia adopcyjnego”.

Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej odrzuciło jednak ww. propozycję, argumentując, że „prawdopodobnie nie spowoduje ona zmniejszenia skali opisywanego zjawiska”. Nie zaproponowano żadnego konkretnego rozwiązania, prowadzącego do ostatecznej eliminacji nielegalnych adopcji.

Zarówno Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, jak i Sprawiedliwości i Wewnętrzne odmówiło złożenia jakiegokolwiek orzeczenia w sprawie nielegalnych adopcji, twierdząc, że problem ten nie leży w zakresie jego kompetencji. Żadne z tych ministerstw nie było też w stanie wskazać, kto ze strony polskiego rządu jest odpowiedzialny za zajęcie się tym tematem.

Pracownicy ośrodków i fundacji adopcyjnych są zgodni, że konieczne są szybkie i docelowe działania polegające przede wszystkim na zmianach w prawie regulującym „adopcje ze wskazaniem”. Karalność publikacji ogłoszeń internetowych odnoszących się do adopcji, utrudni sytuację, w której „obie strony” muszą najpierw wiedzieć, gdzie się znaleźć, aby móc podjąć dalsze rozmowy.

Konieczne jest także wypracowanie świadomości u bezdzietnych rodziców o tym, jak istotny jest proces adopcyjny, który jest najczęściej błędnie interpretowany. Pracownikom ośrodków adopcyjnych nie chodzi o to, aby nauczyć rodziców przewijać niemowlaka. Zofia Dłutek wyjaśnia, że celem jest pokazanie: „specyfiki osieroconego dziecka i tego, czego mu tak bardzo brakuje – np. dotyku. A więc mówienia do niego przy przewijaniu – tylko i wyłącznie do niego. My zwracamy uwagę na aspekt psychologiczny budowania więzi”.

Potencjalny rodzic adopcyjny, deklarujący pragnienie przekazania dziecku całej swojej miłości, musi się nauczyć, jak to robić w przypadku dziecka adopcyjnego, które ma za sobą historię pozrywanych więzi i to rodzic musi sobie zapracować na to, żeby ono chciało się do niego wtulić.

W adopcji najważniejsze jest i musi pozostać dziecko. Proces adopcyjny został stworzony po to, aby ułatwić odnalezienie dzieciom rodzin, które przyjmą je, takimi jakim są, z pełną wiedzą o ich przeszłości. Czy będą to dzieci zdrowe czy chore, żadne z nich nie może być potraktowane jako „przedmiot zakupu dokonanego przez ogłoszenie internetowe”, które w razie „problemów” staje się obciążeniem. Bezdzietni rodzice nie mogą podjąć decyzji o adopcji, traktując ją jako niechcianą, ostateczną deskę ratunku. Dorota Polańska wyjaśnia, że to musi być świadoma i głęboko przemyślana chęć ofiarowania domu dziecku, które zostało już raz porzucone, aby nigdy więcej nie zdarzyła mu się taka sama krzywda, ponieważ: „adopcja jest dużo trudniejszym rodzicielstwem. I nie wszyscy ludzie, którzy są wspaniali, mądrzy i kochają się – mogą być rodzicami adopcyjnymi”.

Publikacja: Wysokie Obcasy 

Share Button

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*