Luty 3, 2013 at 10:47

Dzieci ulicy w Ghanie. Niechciane, zaniedbane, opuszczone.

przez
Kotobabi Down, Accra, Ghana

Główna ulica w dzielnicy Kotobabi Down, Accra, Ghana.

Jest parę minut po 5 rano, a ulice w Kotobabi Down w Accrze już tętnią życiem. W powietrzu unosi się zapach świeżo pieczonego chleba. Dym z pieców miesza się z gorącym i wyjątkowo dusznym, jak na tak wczesną porę, powietrzem. Idę na spotkanie z Alexem- pracownikiem socjalnym Street Girls Aid (S.AID), jednej z niewielu ghańskich organizacji pozarządowych, które pomagają dzieciom ulicy. Jedziemy do Ady, małego miasteczka, oddalonego około 100 km na wschód od Accry, abym mogła zapoznać się z pracą Alexa i zrozumieć, dlaczego tak wiele dzieci ucieka z rejonów rolniczych.

Ada Foah- uciekając przed biedą

Dziś jest piątek, dzień, w którym targ jest zamknięty. Patrząc na miasto mam wrażenie, że zostało ono opuszczone w pośpiechu. Wiele pomieszczeń jest w połowie otwarte, można, więc z łatwością dostrzec ich wewnętrza: maszyny do szycia, regały, czy krzesła. Pustka ulic eksponuje biedę Ady. Biegają po nich dzieci bawiące się patykami, oponami czy kamieniami. Alex patrzy na nie w milczeniu. Praca w S.AID ma dla niego bardzo osobiste znaczenie. Brak zatrudnienia w Adzie zmusił jego rodziców do przeprowadzenia się do Accry, która oferuje minimalnie lepsze perspektywy. Kiedy miał 12 lat jego ojciec stracił pracę, a utrzymanie pięcioosobowej rodziny tylko z pensji matki, która była sprzedawczynią, stało się nie lada wyzwaniem. Uczęszczanie do szkoły związane jest z opłatami za koszty nauczania, które są jeszcze pozostałością polityki kolonialnej. Pomimo, że Ghana jest pierwszym krajem afrykańskim, w którym oficjalnie zniesiono obowiązek opłat za nauczanie, do dziś edukacja jest bardzo kosztowna. Jest to jedna z przyczyn, dlaczego liczba dzieci, które nie kończą nauki nawet na etapie szkoły podstawowej, według raportów ONZ, systematycznie rośnie. Dane statystyczne podają, iż przeciętny mieszkaniec Ghany zarabia ok. 1$ dziennie. Trzymiesięczna opłata za książki, mundurki, ochroniarza itp. wynosiła 15 lat temu ok. 50$, nie wspominając, że Alex ma dwójkę rodzeństwa.

Copyright N.Ojewska -A child playing on the street of Ada Foah, Ghana

Dziecko bawiące się na jednej z ulic w Ada Foah, Ghana

Rodzice Alexa nie chcieli, aby ich problemy finansowe zmusiły go do porzucenia szkoły. Dlatego możliwe było tylko jedno rozwiązanie- rozpoczęcie pracy na ulicy, gdzie, jak wszystkie inne dzieci, chwytał się każdego możliwego zajęcia:

„Zaczynałem pracę zaraz po szkole. Nosiłem worki i drewniane klocki, dołączyłem do firmy, w której kopałem rowy, rąbałem drewno, a czasem nawet zajmowałem się odparowywaniem wody z soli. Pomimo, że do szkoły miałem bardzo daleko, chodziłem pieszo, żeby zaoszczędzić pieniądze”, opowiada Alex.

Problem dzieci ulicy stał się z biegiem lat częścią jego życia. Alex zdobył wykształcenie jako pracownik socjalny i po kilku latach pracy w zawodzie, założył pozarządową organizację „Rural Attention Ghana”. Jej celem jest wsparcie kształcenia i rozwoju dzieci i młodzieży z terenów rolniczych, przynależących do Ady. Alex wierzy, że to brak perspektyw i miejsc zatrudnienia jest jedną z głównych przyczyn, dlaczego dzieci zmuszone są opuszczać swoje rodzinne domy. Dlatego organizuje w ramach działalności swojej organizacji różne kursy zawodowe, aby dać im możliwość zbudowania lepszej przyszłości. Jest tylko jeden warunek. Alex prowadzi rozmowy kwalifikacyjne z dziećmi, które są zainteresowane przystąpieniem do jego programu. Chce mieć pewność, że są na tyle zdeterminowane i konsekwentne, że ukończą trwające trzy lata wykształcenie zawodowe.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jedna z dziewczyn biorących udział w programie oferowanym przez organizację Alexa

Podejrzewam, że bieda Ady i okolicznych wiosek jest tylko częścią prawdy, dlaczego niektóre dzieci stamtąd uciekają. Opuszczając dom, nie wiedzą, z jakimi niebezpieczeństwami związane jest życie na własną rękę. Bo dom, choćby był bardzo biedny, ciągle jest miejscem, które chroni i daje poczucie bezpieczeństwa. To nie samotnie spędzony dzień na ulicy jest wyzwaniem, ale właśnie przetrwanie nocy. Dzieci ulicy stają się najczęściej ofiarami przemocy, handlarzy ludźmi, czy prostytucji. Od Alexa wiem, że pracownicy społeczni regularnie kontrolują takie dzielnice, starając się nawiązać kontakt z nimi i zaoferować im swoją pomoc. Chcąc dowiedzieć się, czy poszukiwanie pracy jest prawdziwym powodem dla 7-mio czy 8-mio letnich dzieci do opuszczenia domu, namawiam go na wieczorny obchód wybranych ulic Accry.

Ulice Accry- dom dla tysiąca porzuconych dzieci

Mali Atta. Niewielka dzielnica targowa w Accrze. Jest chwila po 18tej. Ciemność powoli wkrada się w zakamarki Mali Atta. Handlarze uliczni zamykają swoje sklepiki. Jednak ulice nie pustoszeją, gdyż to właśnie zmrok odkrywa ich tajemnicę. Młode dziewczyny, często trzymające na rękach swoje maleńkie dzieci, siedzą przed wejściami do sklepów i rozmawiają. Wszystko to wygląda bardzo naturalnie i nie budzi żadnych podejrzeń. Mijamy kilka przecznic i nagle widzę przed sobą szereg metalowych misek porozstawianych na ulicy i zgromadzoną wokół nich grupkę ludzi. Dopiero, gdy dostrzegam stojące boso na ziemi małe dzieci, namydlone białą pianą od stóp do głów, zdaję sobie sprawę, że właśnie tu odbywa się kąpiel. Ponieważ w Accrze przeciętnie jeden na dziesięć domów posiada toaletę i prysznic, większość mieszkańców korzysta z toalet publicznych. W statystykach World Health Organisation, dostęp do łaźni publicznej nie jest nawet rozumiany, jako dostęp do ulepszonych warunków sanitarnych. Mimo, że wstęp do nich wiąże się z małymi opłatami, to dla dzieci z ulicy są to nieosiągalne sumy, i często jest to decyzja pomiędzy kupnem jedzenia a wykąpaniem się. Kąpiel na środku ulicy, na oczach wszystkich przechodniów, jest jednoznacznym aktem obnażenia biedy z jej ostatnich skrawków godności, pokazując jej prawdziwy wymiar.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dziecy w Ada Foah, Ghana

Dzieci ulicy są w Ghanie problemem, którego istnienie rząd tego kraju zaprzeczał, bądź marginalizował przez ostatnie kilkanaście lat. Brat Jos van Dinther, dyrektor i współzałożyciel pozarządowej organizacji „Catholic Action for Street Children”(CAS), żyje i pracuje w Ghanie od 35 lat. Według jego obserwacji i doświadczeń, fenomen dzieci pracujących i żyjących na ulicach, zaczął się kształtować pod koniec lat 80-tych: „Struktura rodziny uległa zmianie. Rodziny systematycznie stawały się coraz liczniejsze, co nie współgrało z ekonomicznym i gospodarczym rozwojem kraju. Brak środków finansowych przyczyniał się do powstawania licznych problemów między rodzicami. Przemoc w rodzinie, coraz częstsze rozwody, czy brak akceptacji ze strony przybranych rodziców, prowadziły do zaniedbania dzieci nie tylko pod kątem ich rozwoju edukacyjnego, ale przede wszystkim zapewnienia ich podstawowych potrzeb ”. Skutkiem tego zjawiska było 4000 dzieci, zliczonych podczas pierwszego spisu dzieci ulicy w 1990r. przez Uniwersytet w Ghanie.  W 2010 roku „CAS” przeprowadziło we współpracy z Departamentem Opieki Społecznej spis dzieci ulicy, którego wynik 57 000 wykazuje 70%-wy wzrost na przełomie ostatnich 18 lat. Liczba ta drastycznie rośnie i każdego dnia ulice Accry stają się domem dla kolejnych dzieci.

Mijając ulice Mati Atta widzę jak młode dziewczyny rozkładają na ziemi k bambusowe maty i układają się do snu. Ich twarze nie zdradzają już żadnych emocji. Patrzą na mnie obojętnym wzrokiem. Noce w Mali Atta są jak podwójna kurtyna, która spada na scenę pod koniec spektaklu. Pomiędzy jej warstwami kryje się czarny mrok, głucha cisza, stłumiony krzyk. Niechciane, zaniedbane, bądź porzucone dzieci stają się ofiarami handlu seksualnego. Pracują w nocy, przychodzą do „CAS”, aby móc tam bezpiecznie spać za dnia. Pracownicy socjalni CASu nie wywierają na nich presji. Nie każą im się zmieniać. Wiedzą, że porzucenie życia na ulicy jest dla nich wyzwaniem, którego pokonanie kosztuje czas. Według brata Jos van Dinther:

„Każde dziecko ulicy jest wyjątkowe. Akceptujemy je takimi, jakie są.  Jesteśmy świadomi, że życie na ulicy rządzi się własnymi prawami. Panuje tam stworzona przez dzieci hierarchia, własny język i zasady. Dlatego praca z nimi wymaga cierpliwości i czasu. Lęk przed obcymi i brak zaufania są największym wyzwaniem, z jakim musimy sobie poradzić. Często potrzeba nawet roku czasu, aby dzieci zdobyły do nas zaufanie i powiedziały prawdę o sobie. Dlatego też wynik ich spisu z 2010r. wskazuje, że 86% dzieci opuszcza dom w poszukiwaniu pracy, ze względu na dramatyczną sytuację na wsi lub inne problemy w rodzinie. Zapytane o powód opuszczenia rodziny dzieci ulicy boją się przyznać, że to sytuacja rodzinna była prawdziwą przyczyną ich ucieczki”.

Prawda, jaka kryje się za ucieczką z domu

Copyright N. Ojewska - Women From Ada Foah, Ghana

Kobiety z Ada Foah, Ghana.

Arjana jest szczupłą, drobną nastolatką. Chce wrócić do szkoły, nie miała szans ukończyć nawet szkoły podstawowej. Unikając wchodzenia w szczegóły, opowiedziała mi swoją historię: „Moi rodzice rozwiedli się jak miałam 7 lat. Żaden z ich nowych małżonków nie zaakceptował mnie. Uciekłam, bo nie umiałam tak żyć. Nie dało się. Chciałabym utrzymać z nimi kontakt, ale oni nie.” Aby móc przeżyć na ulicy Arjana musiała zdecydować się na „związek” z jednym z chłopaków z ulicy. W zamian za regularne współżycie, chroniona jest przed innymi mężczyznami. Jej los podziela prawie każda żyjąca na ulicach Accry dziewczyna. Arjana „ma szczęście”. Nie musi spać na ulicy, tylko w sklepiku po jego zamknięciu: „Muszę wstać wcześnie rano, zanim właściciel przyjdzie go otworzyć. Jeśli pada deszcz, nie mogę się położyć, ponieważ woda wpada do środka.” Na moje pytanie, co posiada, odpowiada mi krótko: „Nie mam nic. Tylko siebie i moje dziecko”.

Mijamy z Alexem kolejne uliczki. Przede mną rozpościera się ubita z czerwonej ziemi droga. Kurz unoszący się w powietrzu przykleja się do spoconych ciał. Pomimo wieczornej pory, powietrze wciąż emanuje gorącem i lekką wilgotnością. Komary stają się coraz bardziej natarczywe. Po obu stronach ulicy stoją zamknięte drewniane kioski i sklepy. Przed ich drzwiami, na schodach śpią dzieci. Począwszy od niemowląt zawiniętych w brudne i cienkie kocyki, ułożonych delikatnie na twardej ziemi, po ich nastoletnie matki. Jest czerwiec, pora deszczowa w Ghanie. Deszcz leję się z chmur potężnymi i gęstymi strumieniami. Ulice w mgnieniu oka zamieniają się w rzeki. System kanalizacyjny nie jest w stanie udźwignąć i odprowadzić jednorazowo takiej ilości wody. Bezdomne dzieci nie mają dokąd przed nim uciec. W Accrze nie ma domów mieszkalnych z klatką schodową, w której możnaby się schować przed deszczem. Dlatego też znaczenie określenia „dzieci ulicy” jest prawdziwe. Nie ma przytułków dla bezdomnych, nie ma wystarczającej ilości organizacji społecznych czy pozarządowych, które byłyby w stanie zaoferować pomoc w nagłych przypadkach, jakim jest chociażby deszcz w nocy. W Ghanie „dzieci ulicy” są w pełnym znaczeniu tego słowa dziećmi ulicy, ślepej ulicy.

 

Artykuł opublikowany w:
Usłyszeć Afrykę

Share Button

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*